Dzisiejszy dzień obfituje w atrakcje. Najpierw informacja, że Google skasował swoją usługę Google Reader co odnotowuję z wielkim żalem, później start projektu Maculatura.pl w którym mam zaszczyt uczestniczyć, a na końcu premiera nowej wersji aplikacji Alfred, testowanej przeze mnie intensywnie od wczesnej bety.
Podczas wspomnianych testów kolejnych bet Alfreda zdążyłem się już tak do nich przyzwyczaić, że dzisiejsza premiera prawie mnie zaskoczyła, gdyż nie dość, że zainstalowałem bezwiednie aktualizację zmieniającą status programu to nie zauważyłem nawet zmiany jej ikony z menubarze, która została pozbawiona charakterystycznej literki „b”.

Dowodzi to tylko jednego. Każda z kolejnych odsłon aplikacji mimo, że nie posiadała pełniej funkcjonalności była zawsze stabilna i pozwalała praktycznie na bezproblemową z nią pracę. W swoim wcześniejszym artykule dotyczącym pierwszej bety dosyć dokładnie opisałem możliwości programu. Do tej chwili jednak zmieniło się sporo. Alfred zyskał obsługę iTunes, dostęp do statystyk, czy kolejne narzędzia z kategorii features. Nie mniej jednak — w moim przypadku — tak jak i wtedy, tak i dziś wykorzystanie programu sprowadza się do stałych pozycji.
Nie oznacza to jednak, ze Alfred jest programem zbędnym lub mało wykorzystywanym o czym mogłem się przekonać w dniu wczorajszym kiedy były rozsyłane do użytkowników beta nowe licencje. W między czasie po jeszcze jednej aktualizacji przed tą ostateczną i w oczekiwaniu na nową licencję nie mogłem korzystać z Alfreda, a dokładniej rzecz biorąc z jego funkcji zawartych w powerpacku. Jednym słowem brak aplikacji mimo, że przez okres około godziny odczułem boleśnie.

Finalna wersja w stosunku do ostatnich bet nie przynosi żadnych większych zmian, ale dostępna jest dla ogółu użytkowników. Wraz z nią, w sieci pojawiły się nowe, gotowe workflows pozwalające znacznie rozszerzyć możliwości aplikacji. Ot chociażby AlfredTweet2 Davida Fergusona ¹ w całości uwalniający nas od klienta Twittera i pozwalający nie tylko wysyłać tweety, ale także wykonywać inne standardowe operacje w tej usłudze.
Nowy Alfred — co warto powiedzieć — to jeszcze szybszy interfejs, o wiele bardziej konfigurowalny (czcionki, kolorystyka, etc) oraz całkowicie przebudowany silnik programu dzięki czemu aplikacja została jeszcze bardziej zoptymalizowana do pracy w różnych wersjach systemu OSX.
Te powyższe usprawnienia plus całkowite zastąpienie Spotlight, a nawet przewyższenie jego możliwości poprzez obsługę prawie wszystkich funkcji systemu stawiają Alfreda — co zawsze powtarzam — w gronie najważniejszych aplikacji w moim Macu, obok takich sław jak Keyboard Maestro, TextExpander czy Hazel o którego działaniu — mimo że działa non stop — nie pamiętam.

Jednakże najważniejszym elementem wersji drugiej Alfreda są wspomniane workflows pozwalające kształtować nasz system na wiele sposobów dostarczając nam możliwości jakie nie posiadała poprzednia wersja aplikacji i jakie nie są dostępne w większości innych tego typu programów. Wszystko to za sprawą wykorzystania kombinacji skrótów klawiszowych, komend systemowych, możliwości uruchamiania plików, folderów, aplikacji oraz skryptów powłoki, etc.
Taki zestaw narzędzi stanowi prawdziwą mieszankę wybuchową, a w rękach wprawnego użytkownika czyni jego komputer maszyną jakiej mogą pozazdrościć mu posiadacze innych systemów operacyjnych. Polecam!
Alfred 2 dostępny jest za darmo na stronie dewelopera, natomiast tzw. Powerpack, bez którego aplikacja traci część swojej magiczności kosztuje £15 jako pojedyncza licencja lub £30 w przypadku licencji Mega Supporter dającej dożywotni dostęp do wszystkich kolejnych aktualizacji.
Pobierz-
Dzięki Maciej za podpowiedzi ;-) ↩